| ° Forum ° Rejestracja ° Szukaj ° | |
|
Firma Bomit - rzeczoznawca majątkowy - wycena nieruchomości Podłogi i panele witex - pełna gama produktów. |
| Grynt / Po prostu temat |
| << . 1 . 2 . 3 . 4 . 5 . 6 . 7 . 8 . 9 . 10 . 11 . 12 . 13 . 14 . 15 . 16 .... 36 . 37 . >> |
| Autor | Wiadomość |
| Mariusz
|
Posted: 15 Wrz 2005 18:29:46 Za Gazetą Wyborczą http://serwisy.gazeta.pl/nauka/1,34148,2918378.html Huragany stają się coraz silniejsze Łukasz Partyka 15-09-2005, ostatnia aktualizacja 15-09-2005 18:50 Intensywność tropikalnych burz zdecydowanie wzrosła w ciągu ostatnich 35 lat - twierdzą amerykańscy klimatolodzy. Czy oznacza to, że najczarniejsze scenariusze związane z globalnym ociepleniem zaczynają się sprawdzać? Wśród naturalnych katastrof huragany są jednym z najskuteczniejszych straszaków z arsenału ekologów. Klimatolodzy wiążą bowiem od dawna wzrost ich częstości i siły z efektem cieplarnianym. Każdy taki kataklizm, jakim był huragan "Katrina", dostarcza powodów do niepokoju. Czy rozszalałe wiatry będą gnębić ludzkość coraz częściej? I czy wraz z ocieplaniem się klimatu wzrasta ryzyko ich gwałtowności? W dzisiejszym numerze tygodnika "Science" amerykańscy uczeni próbują odpowiedzieć na te pytania. Trochę cieplej w morzu Tropikalny cyklon to morska burza formująca się w zwrotnikowych obszarach naszego globu - nad ciepłym oceanem gromadzi się dużo energii, a siły Coriolisa (wynikające z obrotowego ruchu Ziemi) odpowiadają za utworzenie się charakterystycznego wiru. Aby takie zjawisko w ogóle zaszło, temperatura powierzchni morza musi przekroczyć 26 st. C. Ustalenie tej prawidłowości skłoniło uczonych do podejrzeń, że temperatura ma także wpływ na siłę cyklonów. O ile globalne ocieplenie nadal pozostaje w sferze hipotez, to faktem jest, że od 1970 roku temperatura powierzchni oceanów w tropikach podniosła się średnio o pół stopnia Celsjusza. Naukowcy postanowili się tego trzymać i sprawdzali, czy miało to jakiś związek z liczbą, czasem trwania i intensywnością wszystkich huraganów, w ciągu ostatnich 35 lat. Uczeni korzystali z danych satelitarnych i wielu innych obserwacji zgromadzonych przez meteorologów. Ograniczono się do takiego okresu właśnie dlatego, że globalne statystyki meteorologiczne sprzed ery satelitów są niekompletne i niepewne. Oko w oko z cyklonem Badanie huraganów (nawet zza biurka) nie jest przedsięwzięciem łatwym. Dostępne dane wskazują na silne zróżnicowanie obserwowanych zjawisk w ciągu roku. Co gorsza, w przeciągu kilku lat notuje się różne odchylenia powodowane na przykład przez zjawisko zwane El Nino. Symulacje - mimo superkomputerów i złożonych algorytmów uwzględniających mnóstwo różnorodnych czynników - cały czas nie dają pełnego obrazu skomplikowanych zjawisk pogodowych. Przede wszystkim nie poznaliśmy jeszcze dokładnie mechanizmów odpowiedzialnych za formowanie się huraganów i ich przebieg. Jednak wiele można odkryć, odwołując się do zebranych statystyk i szukając wyraźnych tendencji w gąszczu liczb. Co udało się wytropić klimatologom? Przede wszystkim nie stwierdzono, żeby - jak ostrzegają niektórzy naukowcy - wraz ze wzrostem temperatury morza w ostatnich dekadach zwiększyła się liczba cyklonów, a nawet - jak zauważono - liczba ta nieznacznie spadła, podobnie jak suma wszystkich dni burzowych na większości akwenów. Jednak nie jest to powód do zadowolenia. Autorzy artykułu ustalili bowiem, że jest znacznie więcej najsilniejszych huraganów - czwartej i piątej kategorii według skali Saffira-Simpsona - takich jak "Katrina". Są to huragany o prędkości wiatru przekraczającej 210 km/godz. Ich liczba w badanym okresie niemal się podwoiła. Zdaniem naukowców to silna przesłanka, że rzeczywiście wzrost temperatury zwiększa ryzyko pojawienia się najsilniejszych i najgroźniejszych cyklonów. Może cykl, a może trend Klimatolodzy nadal jednak nie mogą się dogadać co do tego, czy mamy już do czynienia z globalnym ociepleniem, czy może nadchodzi kolejna epoka lodowcowa. Większość badaczy zakłada raczej to pierwsze. Warto wszakże pamiętać, że klimatologia jest dziedziną niezwykle podatną na naciski potężnych lobbystów z kręgów biznesu i polityki. Również metodologia tej nauki rodzi problemy nadal trudno ustalić, czy zmienia się klimat, czy tylko pogoda w ostatnich latach. Cytowanych wyników nie można zatem traktować jako argumentu za trwałymi zmianami. Sami uczeni przyznają, że zaobserwowany trend w intensywności huraganów może być równie dobrze zjawiskiem cyklicznym. Sugerują to dane z dawniejszych obserwacji, mimo że obserwacjom tym brakuje precyzji. Prowadzone badania dostarczają jednak kolejnych porcji wiedzy na temat powstawania i przebiegu huraganów, pomagają je wykrywać i monitorować. Być może już w niedalekiej przyszłości nauczymy się przewidywać miejsca ich formowania i kierunek uderzenia. To niezwykle ważne, ale trochę szkoda - jak pisze z przymrużeniem oka znany pisarz fantasy Terry Pratchett - że naukowcy nie dopadną po prostu tego wrednego motyla, który wywołuje te wszystkie huragany. |
| tornad
|
Posted: 16 Wrz 2005 03:47:54 Za Gazetą Wyborczą
http://serwisy.gazeta.pl/nauka/1,34148,2918378.html Huragany stają się coraz silniejsze Łukasz Partyka 15-09-2005, ostatnia aktualizacja 15-09-2005 18:50 Intensywność tropikalnych burz zdecydowanie wzrosła w ciągu ostatnich 35 lat - twierdzą amerykańscy klimatolodzy. Czy oznacza to, że najczarniejsze scenariusze związane z globalnym ociepleniem zaczynają się sprawdzać? Wśród naturalnych katastrof huragany są jednym z najskuteczniejszych straszaków z arsenału ekologów. Klimatolodzy wiążą bowiem od dawna wzrost ich częstości i siły z efektem cieplarnianym. Każdy taki kataklizm, jakim był huragan "Katrina", dostarcza powodów do niepokoju. Czy rozszalałe wiatry będą gnębić ludzkość coraz częściej? I czy wraz z ocieplaniem się klimatu wzrasta ryzyko ich gwałtowności? W dzisiejszym numerze tygodnika "Science" amerykańscy uczeni próbują odpowiedzieć na te pytania. Trochę cieplej w morzu Tropikalny cyklon to morska burza formująca się w zwrotnikowych obszarach naszego globu - nad ciepłym oceanem gromadzi się dużo energii, a siły Coriolisa (wynikające z obrotowego ruchu Ziemi) odpowiadają za utworzenie się charakterystycznego wiru. Aby takie zjawisko w ogóle zaszło, temperatura powierzchni morza musi przekroczyć 26 st. C. Ustalenie tej prawidłowości skłoniło uczonych do podejrzeń, że temperatura ma także wpływ na siłę cyklonów. O ile globalne ocieplenie nadal pozostaje w sferze hipotez, to faktem jest, że od 1970 roku temperatura powierzchni oceanów w tropikach podniosła się średnio o pół stopnia Celsjusza. Naukowcy postanowili się tego trzymać i sprawdzali, czy miało to jakiś związek z liczbą, czasem trwania i intensywnością wszystkich huraganów, w ciągu ostatnich 35 lat. Uczeni korzystali z danych satelitarnych i wielu innych obserwacji zgromadzonych przez meteorologów. Ograniczono się do takiego okresu właśnie dlatego, że globalne statystyki meteorologiczne sprzed ery satelitów są niekompletne i niepewne. Oko w oko z cyklonem Badanie huraganów (nawet zza biurka) nie jest przedsięwzięciem łatwym. Dostępne dane wskazują na silne zróżnicowanie obserwowanych zjawisk w ciągu roku. Co gorsza, w przeciągu kilku lat notuje się różne odchylenia powodowane na przykład przez zjawisko zwane El Nino. Symulacje - mimo superkomputerów i złożonych algorytmów uwzględniających mnóstwo różnorodnych czynników - cały czas nie dają pełnego obrazu skomplikowanych zjawisk pogodowych. Przede wszystkim nie poznaliśmy jeszcze dokładnie mechanizmów odpowiedzialnych za formowanie się huraganów i ich przebieg. Jednak wiele można odkryć, odwołując się do zebranych statystyk i szukając wyraźnych tendencji w gąszczu liczb. Co udało się wytropić klimatologom? Przede wszystkim nie stwierdzono, żeby - jak ostrzegają niektórzy naukowcy - wraz ze wzrostem temperatury morza w ostatnich dekadach zwiększyła się liczba cyklonów, a nawet - jak zauważono - liczba ta nieznacznie spadła, podobnie jak suma wszystkich dni burzowych na większości akwenów. Jednak nie jest to powód do zadowolenia. Autorzy artykułu ustalili bowiem, że jest znacznie więcej najsilniejszych huraganów - czwartej i piątej kategorii według skali Saffira-Simpsona - takich jak "Katrina". Są to huragany o prędkości wiatru przekraczającej 210 km/godz. Ich liczba w badanym okresie niemal się podwoiła. Zdaniem naukowców to silna przesłanka, że rzeczywiście wzrost temperatury zwiększa ryzyko pojawienia się najsilniejszych i najgroźniejszych cyklonów. Może cykl, a może trend Klimatolodzy nadal jednak nie mogą się dogadać co do tego, czy mamy już do czynienia z globalnym ociepleniem, czy może nadchodzi kolejna epoka lodowcowa. Większość badaczy zakłada raczej to pierwsze. Warto wszakże pamiętać, że klimatologia jest dziedziną niezwykle podatną na naciski potężnych lobbystów z kręgów biznesu i polityki. Również metodologia tej nauki rodzi problemy nadal trudno ustalić, czy zmienia się klimat, czy tylko pogoda w ostatnich latach. Cytowanych wyników nie można zatem traktować jako argumentu za trwałymi zmianami. Sami uczeni przyznają, że zaobserwowany trend w intensywności huraganów może być równie dobrze zjawiskiem cyklicznym. Sugerują to dane z dawniejszych obserwacji, mimo że obserwacjom tym brakuje precyzji. Prowadzone badania dostarczają jednak kolejnych porcji wiedzy na temat powstawania i przebiegu huraganów, pomagają je wykrywać i monitorować. Być może już w niedalekiej przyszłości nauczymy się przewidywać miejsca ich formowania i kierunek uderzenia. To niezwykle ważne, ale trochę szkoda - jak pisze z przymrużeniem oka znany pisarz fantasy Terry Pratchett - że naukowcy nie dopadną po prostu tego wrednego motyla, który wywołuje te wszystkie huragany. -- ********************************** Mariusz Trejtowicz GG 5008469 Skype mariusz_trejtowicz ********************************* W sumie niezly artykul oparty o rzeczowe przeslanki. Czytalem wczesniej inny artykul na ten sam temat operujacy kwotami, bilansem strat, ktore huragany wyrzadzily w ostatnich kilku dziesiecioleciach. Wg tych danych autorowi wyszedl bardzo duzy wzrost cen huraganow. Ale nie wzial pod uwage szalejacej wrecz dewaluacji jednej z najwazniejszych walut swiata. Tu o tym nie ma ani slowa. Tego typu artykuly beda sie pojawiac coraz czesciej, z uwagi jednak na polityke. Trzeba poszukac winnego zaniedban, ktore w calej rozciaglosci daly o sobie znac w przypadku Katarzyny. Nie jest dla wielu, a szczegolnie dla mieszkancow Nowego Orleanu tajemnica fakt, iz inzynierowie w roku 2002 opracowali raport o zlym stanie obwalowan polnocnych prawie potoramilionowego miasta. Przeznaczone na renowacje i wzmocnienia tych obwalowan pieniadze zostaly w 2003 roku normalnie zamrozone czyli zabrane, gdyz byly potrzebne na ïnne strategiczne cele. Jakie to cele, mieszkancy Nowego Orleanu mimo, ze biedni i niewyksztalceni, trafnie lub nie, wywnioskowali zestawiajac daty ataku na Irak i walke z terroryzmem. Waly poludniwe wytrzymaly, przerwane zostaly obwalowania wlasnie od strony polnocnej i woda z sasiadujacego z miastem jeziora, a nie morska, wdarla sie do miasta i zalala go do wysokosci kilku metrow. I nie sam huraganm, ktory swoim zwyczajem pozrywal pare dachow, sprawdzil wytrzymalosc linii energetycznych i pozrywal reklamy, byl powodem tragedii a normalna wielotygodniowa powodz za wszystkimi jej katastrofalnymi skutkami. Jednak dzieki temu, moze sie cos ruszy. Mam tu na mysli koniecznosc wylozenia wiekszych pieniedzy na badanie podstawowe zwiazane z tymi zjawiskami, ktore delikatnie mowiac sa bardzo opoznione w stosunku do innych dziedzin nauki. Praktycznie temat huraganow jest nie ruszony. Naukowcy trzymaja sie tezy, ze to Coriolis, ze globalne ocieplenie, temperatura wody... Zgoda, moze cos w tym jest, ale to o wiele, wiele za malo. Do tej pory nie jest znany jest mechanizm powstawania duzych ladunkow elektrostatycznych w chmurach burzowych, ktore moim zdaniem moga odgrywac kluczowa role w genezie powstawania tych poteznych wirow atmosferycznych, Mowi sie o zanieczyszczeniu srodowiska i atmosfery, podpisuje sie porozumienia w Kioto. Zgoda, ale to wszystko za malo. Ostatnio czytalem, ze pyl unoszacy sie z nad Sahary i gnany pasatem na zachod, skutecznie opoznia o ile w ogole uniemozliwia rozwijanie sie huraganu. Sa zdjecia satelitarne, kazdy moze je obejrzec. Czyli co? Ano, ze im czystsza atmosfera tym latwiej huragan sie tworzy! Teraz problem El Nino. Zauwazylem, ze jak sa huragany, to nie ma El Nino i na odwrot. Po prostu huragan, jak potezny mikser miesza goraca wode powierzchni z woda glebin oceanicznych i likwiduje gorace obszary. Ale najistotniejszym, moim zdaniem, czynnikiem decydujacym o intensywnosci i czestosci huraganow jest niestety nasze kochane sloneczko, ktore w ostatnich latach przezywa okres wzmozonej aktywnosci. Nie trzeba daleko szukac, zanim wszedlem na te grupe zahaczylem o grupe astrofizykow. Dyskutuje sie tam na temat tego, czy jutro w Polsce bedzie widoczna zorza polarna czy nie. Otoz dzis na sloncu powstala taka sredniej wielkosci jasna plama o charakterze kilkudniowego rozblysku. Wyglada to tak jak gdyby skorupa sloneczna o temperaturze tych 6000 stopni pekla i odslonila gorejace jadro sloneczne. Powierzchnia tej jasnej plamy drobiazg, mozna ja porownac do dwu naszych globow, emituje grubo ponadprzecietne ilosci promieniowania EM w szerokim spektrum a co najwazniejsze, wiatru slonecznego. Powie ktos, co mi tam jakis wiatr sloneczny. Otoz nie; jest to strumien wysokozjonizowanych i wysokoenergetycznych czastek materialnych, ktore docieraja do nas z opoznieniem jedno-dwu dniowym i robia spore zamieszanie. Burze magnetyczne, potezne zorze polarne a co najwazniejsze one w jakis sposob wplywaja tez na ruchy atmosferyczne i na pogode, za posrednictwem tzw. "jet streamu". To juz nie motyl, lecz slon w skladzie porcelany. Jest to strumien wietrzny wiejacy zawsze z zachodu, tworzacy sie nad biegunami ziemskimi i obejmujacy znaczne obszary strefy umiarkowanej. To dzieki niemu, i przez niego, lece samolotem z UsA do rzedu 10 - 15 km, kreci po drodze rozne esy floresy i czesto dochodzi az do strefy podzwrotnikowej. Na swoj uzytak nazywam go kuznia pogody, gdyz jego wplyw na pogode jest tez kluczowy. Jaki? wymaga to specjalistycznych, wieloletnich badan, a na to potrzebne sa pieniadze. Zauwazylem, ze hurgany tworza sie zawsze w miejscach, gdzie aktualnie tego wiatru nie ma... Wydaje sie ciezkie miliardy dolarow, na moim zdaniem, bzdurne o marginalnym znaczeniun badania np. udowonienia OTW. A na badania atmosfery pieniedzy nie ma. Moze dzieki tej Katarzynie okupionej zyciem tysiaca ofiar, ktos z swiatowej elity naukowcow zapuka np. do wrot NSF i wydebi troche "money" na intensyfikacje badan tych zjawisk, ktorych wyniki dla ludzkosci bylyby znacznie cenniejsze niz rozwaznia na temat wplywu faz ksiezyca na zycie seksualne mrowek. |
| Pyjter
|
Posted: 16 Wrz 2005 08:25:00 tornad napisal i wyslal takie slowa: W sumie sie z Toba zgadzam, dodam swoje 2 grosze :) Ale nie wzial pod uwage szalejacej wrecz
dewaluacji jednej z najwazniejszych walut swiata. Tu o tym nie ma ani slowa. Tak masz racje, po tym miedzy innymi najczesciej rozpoznaje sie sponsorowany belkot od rzeczowej analizy. Tego typu artykuly beda sie pojawiac coraz czesciej, z uwagi jednak na
polityke. Trzeba poszukac winnego zaniedban, ktore w calej rozciaglosci daly o sobie znac w przypadku Katarzyny. Nie jest dla wielu, a szczegolnie dla
mieszkancow Nowego Orleanu tajemnica fakt, iz inzynierowie w roku 2002 opracowali raport o zlym stanie obwalowan polnocnych prawie potoramilionowego miasta. Przeznaczone na renowacje i wzmocnienia tych obwalowan pieniadze
zostaly w 2003 roku normalnie zamrozone czyli zabrane, gdyz byly potrzebne na ïnne strategiczne cele. Jakie to cele, mieszkancy Nowego Orleanu mimo,
ze biedni i niewyksztalceni, trafnie lub nie, wywnioskowali zestawiajac daty
ataku na Irak i walke z terroryzmem. Waly poludniwe wytrzymaly, przerwane zostaly
obwalowania wlasnie od strony polnocnej i woda z sasiadujacego z miastem jeziora, a nie morska, wdarla sie do miasta i zalala go do wysokosci kilku metrow. I nie sam huraganm, ktory swoim zwyczajem pozrywal pare dachow, sprawdzil wytrzymalosc linii energetycznych i pozrywal reklamy, byl powodem tragedii a normalna wielotygodniowa powodz za wszystkimi jej katastrofalnymi skutkami. Jestes za ocenem a jakbys byl miedzy nami... skad my to znamy Jednak dzieki temu, moze sie cos ruszy. Mam tu na mysli koniecznosc
wylozenia wiekszych pieniedzy na badanie podstawowe zwiazane z tymi zjawiskami, ktore
delikatnie mowiac sa bardzo opoznione w stosunku do innych dziedzin nauki. Praktycznie temat huraganow jest nie ruszony. Naukowcy trzymaja sie tezy, ze to Coriolis, ze globalne ocieplenie, temperatura wody... Zgoda, moze cos w tym
jest, ale to o wiele, wiele za malo. noo nie calkiem, jak sledze wyniki prognoz (np tras, wzrostu lub spadku sily huraganow)- postep jest widoczny - nawt "golym okiem " :) Do tej pory nie jest znany jest mechanizm
powstawania duzych ladunkow elektrostatycznych w chmurach burzowych, ktore moim zdaniem moga odgrywac kluczowa role w genezie powstawania tych poteznych wirow atmosferycznych,
to twoja dzialka, za malutki jestem zeby tu zabierac glos w szczegolach, ale powiedz mi ile szacunkowo procent (ja mysle promili) energi zawartej w przecietnym huraganie przypada na elektrostatyke ?? Mowi sie o zanieczyszczeniu srodowiska i atmosfery, podpisuje
sie porozumienia w Kioto. Zgoda, ale to wszystko za malo. Ostatnio czytalem, ze pyl unoszacy sie z nad Sahary i gnany pasatem na zachod,skutecznie opoznia o ile w ogole uniemozliwia rozwijanie sie huraganu. Sa zdjecia satelitarne, kazdy moze je obejrzec. Czyli co? Ano, ze im czystsza atmosfera tym latwiej huragan sie tworzy! oo tu wedlug mojego rozeznania to juz jest ewidetne naduzycie.. nie pyl a suche powierze w/g mnie odgrywa tu decydujaca role powiem wiecej - pyl moze pomagac huraganom. Mozna sie zabawic i policzyc ile czasu przy przecietnej predkosci przemieszcania sie powiedzmy "passatu" (wiemy o co chodzi, to okreslenie w tym rozwazanym przypadku jest niescisle) uplynie zanim ta masa powietrza bedzie przygotowana do utworzenia sie "worka burzowego" z ktorego moze powstac huragan. Teraz problem El Nino. Zauwazylem, ze jak sa huragany, to nie ma El
Nino i na odwrot. to tak jakby zauwazyc ze za grzbietem fali jest dolinka w/g mnie badanie tego typu powiazan to slepa uliczka trzeba tu spojrzec globalnie ( moze i kosmicznie :) ) Poznanie tych powiazan oczywiscie cos wnosi ale tylko dla uswiadomienia sobie z czym mamy do czynienia, nie rozwiazuje natomiast problemu. Po prostu huragan, jak potezny mikser miesza goraca wode
powierzchni z woda glebin oceanicznych i likwiduje gorace obszary. to wydaje sie oczywiste. Ale najistotniejszym, moim zdaniem, czynnikiem decydujacym o intensywnosci
i czestosci huraganow jest niestety nasze kochane sloneczko, ktore w ostatnich latach przezywa okres wzmozonej aktywnosci. Nie trzeba daleko szukac, zanim wszedlem na te grupe zahaczylem o grupe astrofizykow. Dyskutuje sie tam na temat tego, czy jutro w Polsce bedziewidoczna zorza polarna czy nie. Otoz dzis na sloncu powstala taka sredniej wielkosci jasna plama o charakterze kilkudniowego rozblysku. Wyglada to tak jak gdyby skorupa sloneczna o temperaturze tych 6000 stopni pekla i odslonila gorejace jadro sloneczne. Powierzchnia tej jasnej plamy drobiazg, mozna ja porownac do dwu naszych globow, emituje grubo ponadprzecietne ilosci promieniowania EM w szerokim spektrum a co najwazniejsze, wiatru slonecznego. Powie ktos, co mi tam jakis wiatr sloneczny. Otoz nie; jest to strumien wysokozjonizowanych i wysokoenergetycznych czastek materialnych, ktore docieraja do nas z opoznieniem jedno-dwu dniowym i robia spore zamieszanie. zostawie bez komentarza, tez ineresuje mnie dziedziny pokrewne i ich wplyw.. Burze magnetyczne, potezne zorze polarne a co najwazniejsze one w jakis
sposob wplywaja tez na ruchy atmosferyczne i na pogode, za posrednictwem tzw. "jet streamu". Tu jestem sceptykiem - bylo zamieszanie jesienia zeszlego roku w tym temacie, obserwowalem polozenie "jet streamu" w tym okresie - nie zauwazylem rewolucji. Jak jest tu jakis wplyw to (tak podejrzewam) marginalny. To juz nie motyl, lecz slon w skladzie porcelany. Jest to strumien
wietrzny wiejacy zawsze z zachodu, tworzacy sie nad biegunami ziemskimi i obejmujacy znaczne obszary strefy umiarkowanej. Taa zgadza sie steruje i to mocno "pogoda". Zauwazylem, ze hurgany tworza sie zawsze w miejscach, gdzie aktualnie tego
wiatru nie ma... to zwiazek oczywisty jesli przyjrzymy sie pionowemu przekrojowi atmosfery oraz warunkow w pionie niezbednych do powstania huraganu elity naukowcow zapuka np. do wrot NSF i wydebi troche "money" na
intensyfikacje badan tych zjawisk, ktorych wyniki dla ludzkosci bylyby znacznie tez jestem za !! :) cenniejsze niz rozwaznia na temat wplywu faz ksiezyca na zycie seksualne
mrowek. noo nigdy bym nie mowilnigdy :) czas osadzi co bylo cenne sam jestem narciarzem, windsurferem, grzybiarzem cos jest miedzy pelnia ksiezyca a wysypem grzybow... to sa fakty ktore sam! zaobserwowalem :) Pozdrawiam Pyjter |
| tornad
|
Posted: 16 Wrz 2005 15:32:34 U kosmologow znalazlem ciekawa stronke. http://bldgblog.blogspot.com/2005/09/katrina-3-two-anti-hurricane-projects.html Moim zdaniem metoda godna uwagi wlasnie z powodu masowej produkcji i emisji jader kondensacji, ktore moga powodowac, ze para wodna zacznie sie skraplac nizej i nie w scianie oka i rytmie huraganu. Mozna jeszcze dodac, aby ta lodka ze swieczkami jezdzila wkolo, w kierunku prawoskretnym. No i potrzeba by ich do tego nieco wiecej powiedzmy na poczatek z tysiac. Pozdrawiam |
| Jaroslaw Bernatowicz
|
Posted: 18 Wrz 2005 22:10:51 cos jest miedzy pelnia ksiezyca a wysypem grzybow...
to sa fakty ktore sam! zaobserwowalem :) Podczas nowiu częściej deszcz pada. Statystycznie oczywiście ;) Boss |
| Sky
|
Posted: 27 Wrz 2005 12:51:35 Polecam: http://wiadomosci.onet.pl/1168589,242,kioskart.html -warto przeczytać więc załączam całóść: Nowa Apokalipsa Szok klimatyczny Anna Michalska Klimat zmienia się na naszych oczach. Naukowcy rozpaczliwie biją na alarm: wielkie katastrofy pogodowe będą występowały coraz częściej, a ich skutki przejdą najśmielsze oczekiwania. Odbije się to nie tylko na ludziach, ale spowoduje zmiany we wszystkich ekosystemach. Setki gatunków po prostu znikną z powierzchni globu. Badacze przez całe tysiąclecia wierzyli, że każdy gatunek zwierząt i roślin ma swoje określone miejsce w świecie i nie może zginąć, gdyż jego brak zakłóciłby istniejącą równowagę. Zasadzie harmonii w przyrodzie hołdowali przede wszystkim starożytni Grecy. U podstaw takiego myślenia - pojawiającego się, między innymi, w dziełach Platona i Herodota - leżało założenie, że liczebność każdego gatunku jest dana "z góry" i w związku z tym niezmienna. To, że niektóre populacje wyłamują się czasem z tej reguły, tłumaczono działaniem sił nadprzyrodzonych. Starożytni Egipcjanie i Babilończycy wierzyli na przykład, że plagi szarańczy i myszy są karą zsyłaną na ludzi przez rozzłoszczonych bogów. Tak samo myślał Arystoteles. Jego zdaniem, liczebność tych zwierząt mogą ograniczyć wielkie deszcze i powodzie. Był on chyba pierwszym uczonym, który zauważył zależność między występowaniem roślin i zwierząt a panującymi na danym terenie warunkami pogodowymi. To platońskie pojmowanie przyrody - trwającej wiecznie i niezmiennie dzięki niewidzialnej ręce opatrzności - panowało właściwie do drugiej połowy XVIII wieku. Dopiero na początku XIX stulecia do ludzkiej świadomości dotarły dwie nad wyraz ważne obserwacje, które zdawały się podważać istnienie owej "wiecznej harmonii natury". Zauważono bowiem, że po pierwsze, wiele gatunków jednak wymiera, a po drugie, że zmiany środowiska przyrodniczego pociągają za sobą zmianę w liczebności poszczególnych roślin i zwierząt. Doniosłość tych odkryć została ukazana w całej pełni w dziełach, między innymi, Herberta Spencera i Karola Darwina. Opatrzność zastąpiono "walką o byt" i "doborem naturalnym". Dalsze badania i obserwacje przyrody dowiodły, że rozmieszczenie wszystkich żywych organizmów na Ziemi uzależnione jest od panującego klimatu, a właściwie dwóch jego podstawowych czynników: temperatury i wilgotności. Każdy żywy organizm podczas trwającej tysiące lat ewolucji przystosował się do warunków panujących na zajętym przez siebie terenie i te cechy przystosowawcze zostały zapisane w genach. Gdyby nie to, wiele gatunków nie miałoby najmniejszych szans na przetrwanie. Szok klimatyczny Uczeni, nie mając wątpliwości, że temperatura i wilgotność oddziałują na wszystkie żywe organizmy na każdym etapie ich życia, doszli do prostego wniosku, że zmiany klimatu muszą mieć wpływ na zmianę wszystkich istniejących ekosystemów. Dlatego mniej więcej od połowy XVII wieku zaczęli obserwować pogodę metodycznie - za pomocą instrumentów. Dziś chyba żaden badacz nie ma wątpliwości, że jeszcze nigdy zmiany klimatu nie przebiegały z taką siłą i w takim tempie jak obecnie. A wszystko za sprawą bezbarwnego, bezwonnego i nietoksycznego gazu powstającego w procesie spalania, jakim jest dwutlenek węgla, będący główną - choć nie jedyną - przyczyną podnoszenia się temperatury na Ziemi. Warto przypomnieć, że jeszcze w latach siedemdziesiątych ubiegłego stulecia większość naukowców pamiętających chłodny okres 1940-1970 gotowa była raczej bronić tezy o zbliżającej się "małej epoce lodowej". Jednak już w następnym dziesięcioleciu pogląd o ociepleniu został powszechnie zaakceptowany. Pomiary przynosiły niepodważalne dowody na to, że średnia temperatura Ziemi systematycznie się podnosi, i to w zawrotnym tempie: w ostatnich stu latach o 0,6 stopnia Celsjusza. Obecnie wiadomo, że lata dziewięćdziesiąte były najcieplejszą dekadą od samego początku pomiarów instrumentalnych, a letnie upały w Europie w roku 2002 i 2003 nie miały sobie równych od niemal 500 lat. Te ostatnie doniesienia sprawiły, że Pentagon zlecił grupie uczonych kalifornijskich przygotowanie najdokładniejszej jak to tylko możliwe i aktualnej prognozy pogody. Wyniki wprawiły w osłupienie nawet samych klimatologów i raport początkowo utajniono. Dopiero gdy dotarli do niego dziennikarze i opublikowali na łamach magazynu Fortune na początku lutego, prognozę zamieszczono na oficjalnej stronie Pentagonu. Zespół specjalistów pod kierunkiem Andrewa Marshalla, wykorzystując najnowocześniejsze metody badawcze, dowiódł, że już za 6, 7 lat musimy się liczyć z prawdziwym szokiem klimatycznym o skali porównywalnej z podobnymi wydarzeniami sprzed około 8000 lat, kiedy to na Ziemi nastąpiło gwałtowne ocieplenie, określane jako tak zwane wielkie optimum postglacjalne. Podniesienie średniej temperatury sprawi, że wszystkie zjawiska pogodowe będą znacznie bardziej dynamiczne. Czekają nas gwałtowne burze, tornada i trąby powietrzne, częstsze powodzie i lawiny błotne, upały i susze, występujące ze znacznie większą częstotliwością niż obecnie. Przyniosą one ogromne straty materialne. Już dziś z roku na rok są one coraz większe. Z najnowszego raportu firmy Munich Re, jednej z największych grup reasekuracyjnych świata, wynika, że w 2003 roku zanotowano na Ziemi ponad 700 katastrof naturalnych - mniej więcej tyle samo, co przed rokiem, jednak przewyższających je gwałtownością. Wystarczy porównać liczbę zabitych: w 2003 zginęło około 70 tysięcy ludzi, podczas gdy rok wcześniej pięć razy mniej. Znacznie wyższe niż w poprzednich latach były też straty materialne, a co za tym idzie - odszkodowania, które musiały zapłacić firmy ubezpieczeniowe: ponad 60 miliardów dolarów! Analitycy Munich Re twierdzą, że żadna inna ubiegłoroczna katastrofa, na przykład awaria prądu czy zamach terrorystyczny, nie kosztowała ubezpieczycieli tyle, co kataklizmy pogodowe. Żadna też nie zabiła tak wielu ludzi. Początkowo niektórzy sądzili, że ubiegły rok jest tylko odstępstwem od normy, swoistym wybrykiem natury. Jednak po opublikowaniu prognozy kalifornijskich uczonych nie można mieć już żadnych wątpliwości: ekstremalne zjawiska pogodowe wkrótce staną się codziennością. Potwierdzają to również badania prowadzone przez uczonych europejskich. Wybitny badacz klimatu profesor Mertin Beniston z Uniwersytetu we Fryburgu mówił niedawno w jednym z wywiadów: "pogoda XXI wieku będzie diametralnie różna od tej, do jakiej przyzwyczailiśmy się w minionym wieku. Rok 2003 - pełen upałów, susz, pożarów, powodzi, ale też i burz śnieżnych czy mrozów - jest mniej więcej tym, czego możemy spodziewać się w przyszłości". Pingwinie dylematy Jeżeli przewidywane zmiany klimatu będą tak drastyczne i będą przebiegać w tak zawrotnym tempie, co stanie się z całą przyrodą ożywioną? - takie pytanie stawia sobie coraz więcej uczonych. I odpowiada: zmienią się systemy wiatrów, przesuną strefy klimatyczne, zmaleją obszary pokryte śniegiem i lodem, podniesie się poziom wód i oceanów. Istnieje uzasadniona obawa, że liczne gatunki roślin i zwierząt nie zdążą się przystosować i wyginą. Najlepszym tego przykładem może być chociażby los pingwinów Adeli zamieszkujących Półwysep Antarktyczny, czyli region, w którym skutki ocieplania się klimatu są bardziej widoczne niż gdziekolwiek indziej. Otóż przez ostatnie pięćdziesiąt lat zimowe temperatury okolic amerykańskiej stacji badawczej Palmer Station na Antarktydzie wzrosły o prawie 6 stopni Celsjusza. Z tego powodu zmniejszyła się powierzchnia lodu pokrywająca ocean nieprzepuszczalną powłoką, a to sprawiło, że więcej pary wodnej dostało się do atmosfery, by następnie wrócić w postaci opadów śniegu. To zaburzyło od dawna obowiązujący porządek. Pingwiny budujące gniazda z kamieni nie wiedzą jak się zachować, gdy w okresie wysiadywania jaj dookoła leży śnieg. Próbują gniazdować mimo to, ale nie jest to dobre rozwiązanie. Gdy śnieg topnieje, woda zalewa jaja i ptaki giną. Zapewne dlatego populacja pingwinów Adeli w ostatnich 30 latach zmniejszyła się o ponad 70 procent. Jeśli nic się nie zmieni, ptaków tych nie uda się uratować. Podobny los czeka też wiele innych zwierząt. Chociażby sikorki i gąsienice motyli. Do tej pory okres wylęgu sikorzych piskląt przypadał dokładnie na czas występowania największej liczby gąsienic, którymi te ptaki się żywią. Egzystencja sikorek nie była niczym zagrożona. W ostatnich latach jednak przesunięcie w Europie termicznej wiosny mniej więcej o dwa tygodnie sprawiło, że wcześniej rozwijają się pąki drzew będące pokarmem gąsienic, wcześniej więc pojawiają się i same gąsienice. Gdy sikorki wylęgają się, liczebność gąsienic maleje i zaczyna brakować pożywania. Tylko najwcześniej wyklute pisklęta mają szansę dostać odpowiednio dużo jedzenia, inne giną. Takie przykłady zaburzenia łańcuchów pokarmowych, do którego doszło w ostatniej dekadzie, można by mnożyć. Najwięcej jest ich chyba wśród ptaków wędrownych, dla których przybycie na tereny lęgowe w odpowiednim momencie oznacza być albo nie być. Jednak zjawiska pogodowe zachodzące w miejscu zimowania tych ptaków niekoniecznie muszą odzwierciedlać zmiany, jakie nastąpiły na obszarach gniazdowania, szczególnie gdy rejony te dzieli tysiące kilometrów. Klimat nie zmienia się bowiem tak samo na całej planecie. Wiele ptaków przy wyborze terminów odlotów kieruje się nie temperaturą, ale długością dnia, na co, oczywiście, globalne ocieplenie nie ma żadnego wpływu. Stąd coraz częściej zdarza się, że ptaki te przybywają na tereny lęgowe w nieodpowiednim czasie: gdy nie ma już wystarczającej ilości pokarmu. Kompensują to sobie, skracając czas odpoczynku po przylocie do Europy. Wiele gatunków w ciągu zalewie dwudziestu ostatnich lat skróciło przerwę między przybyciem na miejsce a łączeniem się w pary o dziesięć dni. Ale i to coraz częściej nie wystarcza. Za niedopasowanie spowodowane zmianą klimatu ptaki płacą życiem. Znikające ekosystemy O tym, jak poważny wpływ na przyrodę ożywioną mają zmiany klimatu, świadczy jedna z ostatnich publikacji Intergovernmental Panel of Climate Change (IPCC). Wynika z niej, że z ponad 500 zbadanych gatunków ptaków, płazów, roślin i innych organizmów aż u 80 procent w ostatnich 20 latach zmieniły się: czas rozrodu, migracji, długość sezonu wegetacyjnego, liczebność lub rozmieszczenie, i to tak bardzo, że można tłumaczyć to wyłącznie ocieplaniem się temperatury na Ziemi. Na szczęście, wiele gatunków próbuje przystosować się do nowych warunków, między innymi, zmieniając miejsce bytowania. W stosunkowo najlepszej sytuacji są rośliny i zwierzęta górskie, które, uciekając przed ociepleniem, wspinają się po prostu coraz wyżej. Inne migrują coraz bardziej na północ. Nie wszystkie jednak mają taką możliwość. Jaki więc czeka nas scenariusz na najbliższe lata? Prawdopodobnie wraz z wycofaniem się lodowców na północ, przesunie się również północna granica lasów. Zasięgi biocenoz - zespołów organizmów powiązanych ze sobą wzajemnymi zależnościami, głównie pokarmowymi - nie będą się jednak przemieszczały bez końca. Można się spodziewać, że tworzące je gatunki roślin i zwierząt zaczną się zmieniać. W efekcie powstaną nowe, nieistniejące dziś ekosystemy, w których z kolei zabraknie tych gatunków, jakie nie zdążyły się przystosować. Tych "spóźnialskich" będzie niemało. Chris Thomas, profesor biologii na Uniwersytecie Leeds, w styczniowym magazynie Nature sytuację tę podsumował w następująco: "skutki efektu cieplarnianego dla dziś istniejącego środowiska przyrodniczego będą katastrofalne. Do 2050 roku jeden gatunek zwierząt i roślin na dziesięć zniknie na skutek globalnego ocieplenia". Na pytanie, czy chcemy do tego dopuścić, musimy odpowiedzieć sobie sami. I to jak najszybciej, gdyż niedługo może być za późno. |
| groch
|
Posted: 27 Wrz 2005 19:25:18 Polecam:
http://wiadomosci.onet.pl/1168589,242,kioskart.html -warto przeczytać więc załączam całóść: Nowa Apokalipsa Szok klimatyczny Anna Michalska Myślałem, że czas apokalipsy minął wraz z przełomem millenium :). Uważam, że zmiany, które spowodował człowiek w środowisku nie są aż tak znaczące jak wynika z tego tekstu. Nawet gdyby nie było cywilizacji, klimat i środowisko nadal podlegałyby różnym zmianom, także katastrofalnym. Ileż razy w historii Ziemi zdarzały się globalne ocieplenia, a zwłaszcza ochłodzenia, których skutkiem były masowe wymierania siegające nawet powyżej 90% gatunków bez winy człowieka. Istnieje nawet teoria, że Ziemia była całkowicie skuta lodem: http://en.wikipedia.org/wiki/Snowball_Earth Obecnie żyjemy w interglacjale, a produkcja gazów cieplarnianych, moim zdaniem tylko na chwilę odwlecze transgresję lądolodu. |
| PiotrD
|
Posted: 23 Lis 2005 06:15:05 Paweł ú°z]xŇĘZ To jak ściągniesz to podeślij jakieś info na grupę (albo priv) - ja
miałem ściągać, ale net mam dużo wolniejszy, a wizja tego, że są tam tylko 2 stacje z Polski (Łeba i Siedlce) jakoś mnie zniechęciła... jak dla Was no problem,
tylko mi Frace telecom włczyło już licznik limitu a było tak pięknie przez pół miesiąca.... stał na wartości 100mb ;) więc gdzieś 25-28 będe miał ;) plik A to france ;) Pozdrawiam Piotr |
| Odi
|
Posted: 25 Lis 2005 22:55:40 Witam, spotkałem się ostatnio z takim problemem (w zasadzie musze się o tym troche dowiedzieć): Załóżmy, że w pewnym punkcie/miejscu stoi sobie stacja pomiarowa (A). Mierzy ona kier. i predkość wiatru na wysokości np.10m. Dane są zbierane przez 3 lata co 10 minut. Z innego źródła mam dane n/t wiatru (kier, V) na wys powiedzmy 1km (nad tym samym miejscem, co moja stacja pomiarowa A). W miejscu oddalonym od A o kilkanaście km mam kolejną stację (B). Mierzy to samo co A i na tej samej wysokości. Posiadam również długoterminowe dane wiatrowe, jakie panują nad pkt. B na wys 1km. W czym rzecz...o ile w punkcie A pomiary były prowadzone przez długi okres czasu, to z różnych przyczyn (finansowe, ograniczenie czasowe) na stacji B mam pomiary tylko z 3ch miesięcy. Czy dysponując tymi danymi jestem w stanie oszacować dokładnie warunki wiatrowe w punkcie B? Czy da sie "przełożyć" dane z pomiarów w punkcie A na stacje B przy pomocy jakijś zależności od wiatrów wiejących na wys 1km? Może troche zagmatwałem ale mam nadzieje, ze da sie to zrozumieć. Czy ktoś może mi napisać, gdzie mogę o tym poczytać?Nawet nie wiem za bardzo, jakie pytanie zadać googlowi. Z góry dziękuję za wszelką pomoc, Odi |
| Pyjter
|
Posted: 1 Gru 2005 09:05:58 dzisiejszy - moim zdaniem szczegolnie warto przeczytac, daje szersze spojrzenie na sprawy prognozowania dosc duzo do przodu. Pozdrawiam Pyjter |
| << . 1 . 2 . 3 . 4 . 5 . 6 . 7 . 8 . 9 . 10 . 11 . 12 . 13 . 14 . 15 . 16 .... 36 . 37 . >> |